wtorek, 6 grudnia 2016

Teoria Wegenera w nauce i w życiu - sprawdza się

Alfred Wegener, niemiecki geofizyk, gdyby żył, miałby 136 lat i zapewne cieszyłby się, że w końcu jego teoria (nieco zmieniona) została przyjęta przez świat naukowy i tak jak mało która tłumaczy tak wiele istotnych zjawisk na świecie, np.: dryf - ewidentne, mierzalne przemieszczanie się kontynentów, rozmieszczenie tych samych skamieniałości z pewnych okresów geologicznych na różnych dziś kontynentach, orogenezę, wulkanizm w strefach ryftowych i subdukcji, czy też tektoniczne trzęsienia ziemi.
Te ostatnie zbierają żniwo każdego roku. Ten kto z nauką geografii i innych nauk "geo-" jest na bieżąco, na pewno dowie się czegoś więcej po wysłuchaniu tego wykładu. Ten, kto przygotowuje się do matury, będzie miał doskonałą powtórkę z geologicznych procesów endogenicznych, a ten kogo nigdy teoria dryfu kontynentów, trzęsienia ziemi, czy orogenezy nie interesowały, zapewne wysłucha profesora Marka Grada z zaciekawieniem.

Ten niezwykle doświadczony geofizyk (proszę się nie bać tego określenia) i propagator nauki w bardzo przystępny i fascynujący wręcz sposób opowiada o tych zjawiskach oraz o budowie wnętrza Ziemi. Wykład odbył się w ramach spotkań "Zapytaj fizyka" na wydziale fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Oprócz teorii tektoniki płyt, profesor rozwija również temat o teorii ekspansji Ziemi - ciekawa teoria ;)

czwartek, 29 września 2016

Nawet długopis ma swoją historię :)

Mała rzecz a cieszy (?)

Idziesz do kiosku, sklepu i kupujesz, bo potrzebujesz do pisania - długopis. Jest i już. Bierzesz do ręki i piszesz a jak się wkład wyczerpie? Wymieniasz. Wymieniasz? Nie już nie wymieniasz - kiedyś byś wymienił, ale w dobie totalnego konsumpcjonizmu, nawet gdybyś chciał wymienić wkład to jest to czasem niezwykle trudne. A dlaczego? A dlatego, że nie kupisz wkładu (w każdym razie nie do każdego długopisu), albo długopis jest jednorazowy i nie można go otworzyć bez z niszczenia (patrz: tanie długopisy typu BIC-chyba prawie każdy używał) :)A dlaczego? Oczywiście, żeby kupić nowy! Nakręcamy popyt.
No i denerwujesz się człowieku, jeśli Ci ten długopis naprawdę potrzebny...i musisz kupić nowy.
A jak chcesz mieć długopis "na lata" to trzeba odpowiednio zapłacić - kilkadziesiąt złotych lekko licząc. Wkłady też można kupić odpowiednio droższe, ale radość i długość pisania nieporównywalnie większa.
Ogólnie to fajny wynalazek.

Skąd długopisy wzięły się na świecie?

Z Węgier. Niejaki László József Bíró podobno wynalazł to urządzenie i opatentował w 1938 roku. Dziś, 29 września przypada jego rocznica urodzin. Krótko rzecz ujmując  w latach 40. ubiegłego wieku wraz z bratem zaczął produkcję długopisów w Argentynie, a w latach 50. niejaki Marcel Bich kupił od niego patent na ten wynalazek i zaczął je produkować w francuskim przedsiębiorstwie o dziwnie podobnie brzmiącej nazwie BIC.
BIC produkuje dziś gigantyczne ilości długopisów - w szczególności tych jednorazowych :) Z resztą na "jednorazówkach" się znają, wszak zapalniczki i golarki również sprzedają się nieźle. Myślę, że ta firma jest kolejnym przykładem na zagospodarowanie niszy. Produkują drobne rzeczy (nie mówię, że nieskomplikowane), w olbrzymich ilościach i niezwykle tanio - już od wielu lat, a sama firma chyba trzyma się nieźle.

(Nie)zawodny?

Długopis to fajny wynalazek, pozwala na przelewanie myśli na papier szybko, skutecznie i dość długo, ALE nie zawsze i nie wszędzie...
Potrzebuje wszak on GRAWITACJI, aby spływał tusz, więc w kosmosie podobno nie bardzo daje się tym pisać i używają...ołówków :)
Z resztą nie tylko w kosmosie. Na zajęciach terenowych zawsze proponowano nam (i słusznie) korzystanie z ołówka a nie długopisu przy wykonywaniu notatek, ponieważ tusz może zamoknąć w czasie deszczu i się pięknie rozpłynie a poza tym w terenie brud, pył czy piasek może uszkodzić końcówkę długopisu i ten po prostu przestanie pisać.
Niemniej dziękujemy Panu Panie Bíró za ten cenny wynalazek :)

niedziela, 11 września 2016

Why do we sleep? Jak współczesna cywilizacja zabija sen?

Senne stereotypy

Sen? No co Ty - śpisz? Wstawaj śpiochu! Nie marnuj czasu na sen! Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje!
A na grzyby to kiedy się chodzi? Tylko rano! Bardzo rano! Bo inaczej, ktoś wyzbiera grzyby za Ciebie ;) Ryby też rano biorą najlepiej.
No wyśpij się człowieku...
To wszystko jednak tylko stereotypy wynikające ze stosunkowo niewielkiej wiedzy większości nie-specjalistów na temat snu.

Walka ze snem

Współczesna cywilizacja WALCZY ze snem, naprawdę, i uważa sen za zło konieczne, za stratę czasu ("czas to pieniądz") - powtarzane są ciągle takie stereotypowe stwierdzenia zmierzające do deprecjacji snu.
Zauważyliście np. w ilu miejscach można dziś wypić kawę...żeby nie zasnąć? No tak czasem nie można zasnąć, ale chroniczne niewyspanie prowadzić może do bardzo niebezpiecznych następstw (wypadków, obniżenia odporności, zaburzeń snu, otyłości itd.).
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego w ogóle śpimy?

Dlaczego śpimy?

Osobiście byłem bardzo zaskoczony, gdy wysłuchałem niezwykłej wypowiedzi prof. Russela Fostera - neurobiologa. Prostym językiem i z pasją opowiada oraz pokazuje jak ważny jest sen jak zmieniło się jego postrzeganie w ciągu wieków.
Zawsze byłem przekonany (jak większość ludzi), że sen pozwala tylko zregenerować siły - nic bardziej błędnego! To przede wszystkim "defragmentacja danych" w mózgu i jest niezwykle ważny przede wszystkim w procesach zapamiętywania, nauki (pomyśl o swoim dziecku przesiadującym po nocach przy komputerze, czy telefonie, które miewa trudności z zapamiętywaniem).

Czy naprawdę musimy spać?

Jak WAŻNY jest sen, higiena snu, jak nasza cywilizacja walczy ze snem, jak zasypiać bez problemu, jak w prosty sposób można walczyć z bezsennością, chronicznym zmęczeniem, czy nawet (w niektórych przypadkach) z chorobami psychicznymi, otyłością mającymi w niektórych przypadkach w sposób "mechanicystyczny" zależeć od zaburzeń snu, ile snu potrzebuje nastolatek a ile osoba starsza (nastolatek niekoniecznie 8 godzin, a osoby starsze wcale nie śpią krócej) możecie obejrzeć w tym oto niezwykłym wykładzie (można włączyć polskie napisy) na platformie TED - polecam!


I naprawdę trudno podczas tego wykładu usnąć :)

niedziela, 21 sierpnia 2016

Radio do kuchni - po nowemu, czyli z DAB+

Od kilu miesięcy użytkuję radio Philips AE5020/12 (nie mylić z bliźniaczo podobnym, ale jednak innym, stereofonicznym odbiornikiem Philips AE5220). Radioodbiornik miał służyć i służy w kuchni. Sprawdza się wyśmienicie. Posiada nowoczesny design, nawiązujący jednak stylistyką do lat 60/70.

Nowoczesna stylistyka odbiornika Philips AE5020/12

Obudowa może być drewniana (nie wiem - nie rozkręcałem) z wyjątkiem płyty czołowej i tylnej, albo dobrze imituje drewno w jasnej barwie. Wszystkie części plastikowe dobrze spasowane i z dobrej jakości materiałów. Z tyłu dodatkowy otwór mający zapewnić wierniejsze odtwarzanie niskich tonów oraz pojemnik na 4 baterie R14 oraz uchwyt niezbyt długiej anteny teleskopowej.

Radio posiada rączkę ponieważ jest zaprojektowane jako przenośne. Wyposażono je jednak w zasilacz impulsowy (lekki, jako tako nie zakłócający pracy innych urządzeń radiowych w pobliżu) i z niego zasilam je na co dzień. Moc audio jest wystarczająca by nagłośnić kuchnię i to bez wyraźnych zniekształceń. Jakość dźwięku świetna - chociaż do nieco zbyt niskich tonów musiałem się przyzwyczaić. Niemniej ocena brzmienia jest bardzo subiektywna.

Odbiornik ma możliwość odbioru tylko pasm UKF t.j. tradycyjnego "FM" oraz wchodzącego coraz szerzej systemu DAB+. Mogę się wypowiedzieć co do tego pierwszego, ponieważ sygnał DAB+ w mojej okolicy przy pomocy odbiorników z anteną teleskopową będzie możliwy wkrótce. Odbiór stacji w systemie analogowym jest doskonały - odbiornik cechuje się bardzo dobrą czułością i selektywnością a automatyczne strojenie upraszcza obsługę radia dla przeciętnego "Kowalskiego". W ogólności jest ono bardzo ergonomiczne i dość intuicyjne w obsłudze.

Radio może zapamiętać do 20 stacji w trybie analogowym. Przydałby się dostęp do większej ilości (teraz jest tylko 3) zapisanych stacji w trybie bezpośrednim, tzn. możliwość wybrania numeru zapamiętanej stacji z klawiatury. Producent mógłby też zadbać, o możliwość regulacji tonów wysokich/niskich - np. poprzez dodanie takiej funkcji w firmware odbiornika. Bardzo dobrym pomysłem jest wyposażenie radioodbiornika w gumowe nóżki/podstawki dzięki czemu mimo swojej niewielkiej wagi nie przesuwa się prawie przy obsłudze przycisków na płycie czołowej. Radio ma wyświetlacz alfanumeryczny (tak, tak) LCD podświetlony na niebieski/błękitny kolor, który pasuje do koloru obudowy. Więcej danych technicznych znaleźć można w Internecie np. na stronie producenta.

Podsumowując Philips AE5020/12 jest niewielkim odbiornikiem idealnym do kuchni o bardzo dobrych parametrach, prostej obsłudze, miłym dla oka designie i przede wszystkim z możliwością odbioru DAB+, który jest przyszłością radiofonii. Oczywiście nie dyskutuję tu na temat wad, zalet i innych cech DAB+ - zobaczymy jak spisze się ten system w praktyce, gdy będzie można z niego skorzystać w całej Polsce. Niemniej, gdyby ktoś chciał używać odbiornik już teraz w trybie analogowym to na pewno będzie miłym towarzyszem prac kuchennych - polecam.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Właściwie to co z tą NAUKĄ?

Czy interesujecie się nauką? Tą w znaczeniu bardziej akademickim: badaniami naukowymi, ich wynikami, wpływem na rzeczywistość, zastosowaniem w życiu codziennym, hipotezami które stawia, prawami które odkrywa itd.?
Nie? A dlaczego? "Przecież to nuda!""Wszyscy naukowcy są...(i tu pada kilka epitetów) - czym oni się właściwie zajmują?- darmozjady." Zetknęliście się z takimi opiniami? Ja tak, Wy pewnie także. A dlaczego nauka i naukowcy wielu ludziom kojarzy się z nudą, w każdym razie z niczym ciekawym i wartym poznania?
Jest co najmniej kilka powodów. Spośród wielu to m.in.: powtarzane stereotypy typu: "naukowcy to ludzie, którzy cały czas siedzą w laboratoriach i nic nie robią (tudzież zbijają bąki) - nie produkują niczego pożytecznego i ciekawego", "to co odkrywają naukowcy nie będzie miało w większości przypadków zastosowania w życiu codziennym", "nie lubię matmy - po co komu ta matematyka?czy muszę pamiętać wzór na pole trójkąta - przecież nigdy mi się nie przyda?", "nauka i naukowcy są nudni - widzieliście kiedyś ciekawe wykłady?Czy wykład może być ciekawy?".
I można by tak dalej sypać jak z rękawa podobne opowieści. Niektóre z nich zawierają przysłowiowe "ziarno prawdy" - przecież każdy, kto studiował (uczył się) spotkał się z wykładowcą (nawet z tytułem profesora), który mimo swej olbrzymiej wiedzy nie potrafił jej przekazać w sposób właściwy, interesujący, nietuzinkowy, być może nawet przez to zniechęcił do swojego przedmiotu, nawet osoby.
Ważnym zarzutem do świata naukowego jest też używanie niezrozumiałego (bo przecież specjalistycznego) języka - stąd trudności w zrozumieniu przez odbiorców niezwiązanych z daną dyscypliną naukową. Więc poniekąd naukowcy sami są sobie winni tego, że krąży o nich i o ich pracy tyle nieprawdziwych stereotypów. Nie podważam tu absolutnie konieczności stosowania fachowego słownictwa - wręcz przeciwnie. Przecież każda nauka, aby była nauką musi posiadać własny, "specyficzny" język. Niemniej na etapie edukacji (od szkoły podstawowej do średniej a nawet i wyższej), zbyt przesadne, częste, ba-czasem zupełnie niepotrzebne ubieranie treści naukowych w "mądre słówka" i generalnie utrudnianie zrozumienia treści przynosi więcej szkód niż korzyści sprawiając, że proces nauki (rozumiany jako przyswajanie wiedzy i umiejętności) staje się mniej efektywny, co doprowadza m.in. do zabijania wrodzonej ciekawości świata u ludzi i marnowania talentów (porównaj: wypowiedzi Sir Kena Robinsona). Dla przykładu (z doświadczenia życiowego, ale proszę pamiętać, że to tylko wyciągnięty z pamięci przykład), czy trzeba pisać fluwioglacjalny, jeśli można napisać wodnolodowcowy? Raczej wodnolodowcowy. Dlaczego? Ponieważ użyjemy języka polskiego a czytelnik, który nie jest fachowcem w dziedzinie i przeznaczony jest dla niego artykuł zrozumie o co chodzi. Oczywiście w specjalistycznym czasopiśmie moglibyśmy sobie pozwolić na "fluwioglacjalność" ze względu na to, iż zapewne grono odbiorców wie, co to wyrażenie oznacza. Być może niezastosowanie "fachowego" słowa spowodowałoby w niektórych kręgach nawet oburzenie. Niemniej warto sobie czasem zadać pytanie "po co i komu ma służyć nauka?" Do jakiego odbiorcy ma trafić treść naukowa?Czy zawsze warto/trzeba stosować fachowe słownictwo i przekazywać treści naukowe nie-naukowcom tak jak dla naukowców? To pytania, które powinno postawić sobie wielu ludzi nauki i, które tu zostawiam bez odpowiedzi. Za to chciałbym abyście poświęcili chwilkę na obejrzenie tego TED-owskiego i bardzo ciekawego wystąpienia, które można spuentować tak: jak CHCE się coś wyjaśnić, to trzeba samemu to rozumieć i znaleźć odpowiedni sposób, ażeby rzecz trudną język giętki przełożył na język polski. Ato prawdziwa sztuka. Sztuka edukacji.


Pod tym linkiem znajdziecie ten film z polskimi napisami do wyboru.

sobota, 5 lipca 2014

Genialna wizualizacja przemieszczającego się powietrza

Genialna wizualizacja ruchów powietrza!
Cóż mówić, im lepiej zwizualizowane są takie skomplikowane zjawiska, tym bardziej zrozumiałe - również dla młodych ludzi. Ciekaw jestem skąd pochodzą dane...ale efekt rewelacyjny! Można go obejrzeć tu.
Źródło: http://earth.nullschool.net